niedziela, 5 lipca 2015

ROZDZIAŁ 5

Patrick razem z Chrisem weszli do pokoju Simona, w którym było aż gorąco od emocji, krzyków i śmiechów związanych z nową grą. Tym razem Andy siedział przy komputerze, a cała reszta z przejęciem oglądała jego ruchy, komentując każde posunięcie. Patrick usiadł na parapecie, tuż obok biurka, oparł się o ścianę i rozłożył nogi na grubym, zimnym, marmurowym parapecie. Chris usiadł na łóżku - po przeciwnej stronie biurka. Co chwilę spoglądał na kolegę, który raz był wpatrzony w ekran komputera z ciekawością, a innym razem błądził myślami za oknem. Nagle ich spojrzenia się spotkały. Patrick poruszył ustami bezgłośnie mówiąc "O co chodzi?", Chris w odpowiedzi wzruszył ramionami i wrócił do oglądania rozgrywki.
 Było już około pierwszej w nocy i wszyscy zaczęli powoli się zbierać.
- Do zobaczenia Simon! - krzyknęli wszyscy razem.
Na korytarzu zaczęli wiązać buty, było ich tam tyle, że aż ciężko policzyć i nie dostać oczopląsu. Andrew mieszkał najbliżej i po zejściu w dół ulicy, na której mieszkał Simon od razu przeszedł przez ulicę, uprzednio żegnając się z przyjaciółmi. Nastąpiło kilka minut ciszy, podczas których każdy zaczął myśleć o swoich sprawach, ignorując przy tym resztę, a to ktoś wyciągał słuchawki z kieszeni, albo gdzieś dzwonił, wiązał buty, podwijał rękawy od kurtki. Patrick szedł w głową wysoko uniesioną, był najwyższy z całego towarzystwa, więc obserwował budynki w oddali, które zdawały się dorównywać mu wzrostem. Chris przerwał ciszę:
- Pierwsze wyjście z płcią żeńską, jak się podobało panowie? - zapytał z widocznym rozbawieniem
Patrick od razu się zaczerwienił, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Spojrzał na Chrisa i ze śmiechem potrząsnął głową. Nim się obejrzeli stali pod blokiem Andy'ego i Patricka - tam się pożegnali, każdy poszedł w swoją stronę.
- Loguj się od razu do gry! - powiedział Andy i poszedł w stronę swojej klatki.
Patrick wszedł na piąte piętro - ostatnie w budynku i starał się bezszelestnie otworzyć drzwi, udało mu się to, jednak podczas zdejmowania bluzy klucze wypadł mu na marmurowe kafelki, a ich uderzenie podczas nocnej ciszy było nieporównywalnie hałaśliwe. Zacisnął zęby i schylił się aby podnieść przedmiot, który spowodował obudzenie się rodziców.
- Teraz zacznie się burza... - wyszeptał sam do siebie chłopak.
Spojrzał w stronę pokoju rodziców, w drzwiach stanął tata, a mama tuż obok. Byli zaspani i jednocześnie wściekli.
- O tej porze do domu? Jutro masz szkołę! - wykrzyczała zdenerwowana mama - Bez wymówek i zbędnego tłumaczenia, nie teraz, obudzisz siostrę! Lepiej idź już do łóżka, porozmawiamy rano.
Rodzice ewidentnie byli bardzo źli, a Patrick kłócił się sam z sobą obwiniając się za własną nieuwagę. Spojrzał w stronę biurka - stał na nim laptop. Popatrzył chwilę i przypomniał sobie pożegnanie z Andym
- Sory stary, nie dzisiaj. - pomyślał i nałożył wygodny dres i luźną koszulkę służących jako piżama. Położył, a bardziej rzucił się na łóżko i jeszcze przez chwilę przypominał sobie cały dzisiejszy dzień podczas patrzenia w gwiazdy doskonale widocznie z jego okna.
- Ciekawe ile teraz się zmieni, Veronica. - pomyślał z uśmiechem, a powieki same mu się zamknęły

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz