To było te same miasto co zawsze. Stare, dobre Los Angeles. Ah, życie w L.A. było z pozoru cudowne. Tak szczerze, to nie różniło się specjalnie od życia w jakimkolwiek innym mieście. Różnice, jakie widzieli ludzie, to jedynie większa powierzchnia, więcej budynków i nie zliczona ilość sklepów. To ostatnie sprawiało, że Kate uwielbiała tu mieszkać. Była ona piętnastolatką,a jej rodzice mieli dobrze płatne prace. Według opisu wielu ludzi, można ją albo kochać, albo nienawidzić. Miała dość dziwny charakter, ale poza tym nie wiele różniła się od innych mieszkańców Californi.
Chodziła do drugiej klasy gimnazjum i miała jedną najlepszą przyjaciółkę Patty. Różnił je wygląd, ale charakter i zainteresowania miały podobne. Rodzice Patty również byli dobrze sytuowani jeśli chodzi o pracę. Kate miała młodszego brata, ale każdy mówił,ze traktują ją jakby była jedynaczką.
Pewnego dnia Kate poszła do szkoły, zapowiadało się normalnie. Weszła razem z Patty i szły przez długi korytarz, wszyscy się na nią patrzyli z ogromnym zdziwieniem i podziwem jednocześnie.
- O co chodzi? - zapytała Patty
- Nie mam pojęcia, chodzi o moje nowe buty? Zwykłe czerwone baletki... - odpowiedziała Kate
Wtedy zobaczyła, że obok idzie Chris, podbiegła do niego. On z kamienną twarzą i wzrokiem zapatrzonym w dal. Sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie chciał z nimi rozmawiać.
- Ej, wiesz może o co chodzi? Wszyscy się tak jakoś patrzą na nas.
- Sama sobie odpowiedz - rzucił Chris od niechcenia i odszedł trącąc ją ramieniem
Kate i Patty spojrzały po sobie, wzruszyły ramionami i poszły dalej w stronę klasy do matematyki. Stała tam reszta jej kolegów. Delikatnie zastukała Micka w ramię, był to średniego wzrostu chłopak o ciemnych oczach skrytych za okularami i czarnych włosach. Zadała mu te same pytanie co Chrisowi.
- Ja nic nie wiem, nie wiem, ja nie wiem. Nie ingeruję.
Kate zdziwiona, ale i rozczarowana wzięła Patty pod rękę i ruszyły pod salę.
Całą lekcję Kate siedziała rozkojarzona, ta cała sytuacja nie pozwalała jej się skoncentrować. Patty wręcz przeciwnie, włożyła słuchawki do uszy i pochłonęła się robieniem zadań z matematyki. Chris przez całą lekcję patrzył na Kate wkurzonym wzrokiem i kręcił głową. Nie tylko on. Patrick również, był to wysoki, przystojny chłopak, któremu od dłuższego czasu podobała się Kate. Siedział w ostatniej ławce przy oknie i wpatrywał się w Chrisa na drugim końcu sali, on rzucił mu spojrzenie w stylu "A nie mówiłem?", Patrick tylko wzruszył ramionami.
Zadzwonił dzwonek, wszyscy oprócz Patty wyszli z klasy, szybko się otrząsnęła i wybiegła przed zamknięciem. Podeszła do swojej szafki i usłyszała jakieś szepty zza rogu, wychyliła się delikatnie i zobaczyła zdenerwowanego Chrisa i Patricka z wyrazem rozczarowania
- Stary, mówiłem ci jak to będzie, wiesz dobrze jaka ona jest. To było widać! Musiało do tego dojść!-mówił, a właściwie krzyczał Chris
- Nie, ale ja...Ehh, straciłem na nią tyle czasu! - odpowiedział Patrick
- No ja rozumiem, ale ej - na nią już nie marnuj ani sekundy. Głupia paniusia z bogatymi rodzicami, ta Kate myśli, że może wszystko!
Po tych słowach Patty wiedziała już co jest grane, a przynajmniej w teorii.
- Aaa, i wszystko jasne - szepnęła - Kate coś zrobiła...ale o które "coś" chodzi?
Szybko zamknęła szafkę i pobiegła znaleźć Kate.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz