piątek, 10 lipca 2015

ROZDZIAŁ 6

 Poranek był bardzo ciepły, Patricka obudziły promienie słońca przedzierające się do jego pokoju przez żaluzje. Otworzył oczy i rozejrzał się po pokoju, spojrzał w stronę biurka, na którym leżał jego telefon. Przypomniał sobie wydarzenia z wczorajszego wieczoru i przełniło go uczucie ciepła. Wstał z łóżka i na wpół śpiąco pomaszerował do kuchni, otworzył lodówkę i przez dłuższą chwilę zastanawiał się co zjeść na śniadanie. Po dłuższej chwili zdecydował się na kanapkę z serem. Wrócił do pokoju, wziął gryza kanapki i włączył laptopa. Przywitało go kilkanaście powiadomień I wiadomości od Andy'ego, większość z treścią "Stary, mieliśmy dziś wieczorem grać!!". Patrick wyjaśnił mu tę sprawę I odrazu nadrobili stacone godziny gry. Dochodziła już trzynasta, oderwał się od rozgrywki I stanął przed lustrem zawieszonym na drzwiach szafy. Przyjżał się sobie i postanowił, że już najwyższy czas się przebrać. Otworzył szafę i delikarnie przesunął dłonią po zaeieszonych w niej koszulach. Zatrzymał się na eleganckiej koszuli w pomarańczowo-niebieską kratę. Nałożył ją, a do kompletu wybrał musztardowe spodnie à la rurki. Zamknął szafę i znów stał przed lustrem. Przeczesał ręką włosy do góry, poprawiając swoją prostą grzywkę postawioną na żel.
- Teraz to przynaniej jakoś wyglądam. - mruknął sam do siebie.
Usłyszał pukanie do drzwi. Przejżał się w lustrze jeszcze raz i ruszył aby otworzyć. Idąc do drzwi, zorientował się, że jest w domu sam, a mama zostawiła mu w salonie jakąś karteczkę. Uznał, że przeczyta ją później i złapał za klamkę. Zdziwił się ujżawszy po drugiej sronie Simona, a tuż za nim Veronice, Meg i Octavie.
- No hej - powitał go Simon - wychodzisz?
Przejechał wzrokiem po wszystkich, ale później jego wzrok skierował się na Veronice.
- Eee... - zajęknął się - no dobra. To wejdźcie na chwilę, ogarnę tu kilka rzeczy i pójdziemy. Siądźcie sobie u mnie w pokoju.
Na szczęście pamiętał żeby pościelić łóżko. Wyłączył komputer i poszedł sprawdzić co było napisane w liście od mamy.
- "Same bzdety, ale przynajmniej wrócą dopiero o 23." - pomyślał i wrócił do pokoju.

Veronica stała przed ścianą, na której wisiały medale i dyplomy z wygranych turniejów w teakwondo. Przyglądała im się dokładnie.
- Trenujesz teakwondo? - zapytała
- Trenowałem, ale przestałem. - odpowiedział jej Patrick
- Dlaczego? - zapytała i spojrzała na niego swoimi swiecącymi, zielono-brązowymi oczami.
Przez chwilę nic nie odpowiadał patrząc jej w oczy, ale po chwili szybko się ogarnął i odpowiedział:
- Bo nasz trener zrezygnował. Nie chciałem szukać innego, bo on był najlepszy.
- Hm... - mruknęła Veronica i wróciła do oglądania.
Podszedł do niej, i pokazał na największy, złoty medal wiszący na środku ściany:
- Ten zdobyłem w mistrzostwach Europy w teakwondo.
- Europy?! - powtórzyły z niedowierzaniem Meg i Octavia
- Tak. - odpowiedział Patrick z wyraźnym zadowoleniem.

niedziela, 5 lipca 2015

ROZDZIAŁ 5

Patrick razem z Chrisem weszli do pokoju Simona, w którym było aż gorąco od emocji, krzyków i śmiechów związanych z nową grą. Tym razem Andy siedział przy komputerze, a cała reszta z przejęciem oglądała jego ruchy, komentując każde posunięcie. Patrick usiadł na parapecie, tuż obok biurka, oparł się o ścianę i rozłożył nogi na grubym, zimnym, marmurowym parapecie. Chris usiadł na łóżku - po przeciwnej stronie biurka. Co chwilę spoglądał na kolegę, który raz był wpatrzony w ekran komputera z ciekawością, a innym razem błądził myślami za oknem. Nagle ich spojrzenia się spotkały. Patrick poruszył ustami bezgłośnie mówiąc "O co chodzi?", Chris w odpowiedzi wzruszył ramionami i wrócił do oglądania rozgrywki.
 Było już około pierwszej w nocy i wszyscy zaczęli powoli się zbierać.
- Do zobaczenia Simon! - krzyknęli wszyscy razem.
Na korytarzu zaczęli wiązać buty, było ich tam tyle, że aż ciężko policzyć i nie dostać oczopląsu. Andrew mieszkał najbliżej i po zejściu w dół ulicy, na której mieszkał Simon od razu przeszedł przez ulicę, uprzednio żegnając się z przyjaciółmi. Nastąpiło kilka minut ciszy, podczas których każdy zaczął myśleć o swoich sprawach, ignorując przy tym resztę, a to ktoś wyciągał słuchawki z kieszeni, albo gdzieś dzwonił, wiązał buty, podwijał rękawy od kurtki. Patrick szedł w głową wysoko uniesioną, był najwyższy z całego towarzystwa, więc obserwował budynki w oddali, które zdawały się dorównywać mu wzrostem. Chris przerwał ciszę:
- Pierwsze wyjście z płcią żeńską, jak się podobało panowie? - zapytał z widocznym rozbawieniem
Patrick od razu się zaczerwienił, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Spojrzał na Chrisa i ze śmiechem potrząsnął głową. Nim się obejrzeli stali pod blokiem Andy'ego i Patricka - tam się pożegnali, każdy poszedł w swoją stronę.
- Loguj się od razu do gry! - powiedział Andy i poszedł w stronę swojej klatki.
Patrick wszedł na piąte piętro - ostatnie w budynku i starał się bezszelestnie otworzyć drzwi, udało mu się to, jednak podczas zdejmowania bluzy klucze wypadł mu na marmurowe kafelki, a ich uderzenie podczas nocnej ciszy było nieporównywalnie hałaśliwe. Zacisnął zęby i schylił się aby podnieść przedmiot, który spowodował obudzenie się rodziców.
- Teraz zacznie się burza... - wyszeptał sam do siebie chłopak.
Spojrzał w stronę pokoju rodziców, w drzwiach stanął tata, a mama tuż obok. Byli zaspani i jednocześnie wściekli.
- O tej porze do domu? Jutro masz szkołę! - wykrzyczała zdenerwowana mama - Bez wymówek i zbędnego tłumaczenia, nie teraz, obudzisz siostrę! Lepiej idź już do łóżka, porozmawiamy rano.
Rodzice ewidentnie byli bardzo źli, a Patrick kłócił się sam z sobą obwiniając się za własną nieuwagę. Spojrzał w stronę biurka - stał na nim laptop. Popatrzył chwilę i przypomniał sobie pożegnanie z Andym
- Sory stary, nie dzisiaj. - pomyślał i nałożył wygodny dres i luźną koszulkę służących jako piżama. Położył, a bardziej rzucił się na łóżko i jeszcze przez chwilę przypominał sobie cały dzisiejszy dzień podczas patrzenia w gwiazdy doskonale widocznie z jego okna.
- Ciekawe ile teraz się zmieni, Veronica. - pomyślał z uśmiechem, a powieki same mu się zamknęły

środa, 1 lipca 2015

ROZDZIAŁ 4

**********
- Wiecie co, czuje jakbym wyszła z raju pełnego przystojnych chłopców dzielących moje zainteresowania - powiedziała Veronica do swoich koleżanek
- Grasz w gry, chyba nie ma chłopaka, który by tego nie robił... - burknęła Meg
Octavia i Veronica spojrzały po sobie i wzruszyły ramionami, znały już fochy i afery jakie robiła Meg, ale od kilku dni stawały się one coraz gorsze. Kilka minut szły w milczeniu, aż w końcu Meg zaczęła:
- Jutro też musimy się z nimi spotkać! Było super!
- A nie przeszkadzało ci, że gadali TYLKO z Veronicą i TYLKO o grach? Przez jej zainteresowania odrzucają nas, a zajmują się tylko nią. - odrzekła Meg ze złością
- Nie przesadzaj już, strasznie wyolbrzymiasz sytuację - odpowiedziała Octavia
- No właśnie! Ja tylko chciałam przerwać tę nerwową ciszę, a to, że siedziałaś cicho i przez cały ten czas zajmowałaś się telefonem to już nie moja wina. - powiedziała Veronica - I nie rób afer...
  Dziewczyny pożegnały się na zakręcie, Meg poszła prosto, wzdłuż długiej alejki mijając przy tym szereg sklepików, a Veronica i Octavia skręciły w prawo, mijając ogromne domy, i park.
- Meg zachowuje się dziwnie, kiedyś nie czepiała się o takie byle co. - zaczęła Octavia
- Nie wiem, nie trzymałam się z nią jakoś blisko, aż do dziś. Zawsze byłyśmy tylko kumpelami z klasy, ty znasz ją już ponad dwa lata. - odpowiedziała Ver - Ale czy, nie byłam dla niej zbyt ostra?
- Nie. - odrzekła Octavia. Spojrzała na Veronice i obie zaczęły się śmiać, a potem poszły dalej w stronę ich osiedla.
      Tego samego wieczoru Veronica napisała do Octavii na facebooku:
Veronica: Hej
Octavia: Cześć
V: Jak tam po spotkaniu? Ja nadal jestem trochę podekscytowana.
O: Ja też. Ej a mogę Ci zadać pytanie? Bo wiesz, zauważyłam, że podobasz się Patrickowi
V: Możliwe, ale Andrew wydaje się być naprawdę fajny.
O: Hmm... no w sumie...
 Ich rozmowa toczyła się dalej, ale to była już raczej zwykła pogadanka niż poważna rozmowa o uczuciach, chwilę po rozpoczęciu rozmowy temat chłopaków uciekł.

                                                                       ***********
 Chłopcy zostali w domu Simona, rozkoszując się najnowszą częścią ich ulubionej gry, ale Patrick jeszcze przez chwilę stał przed drzwiami wpatrując się w nowy numer w telefonie z podpisem "Veronica :)", następnie podniósł głowę i wziął głęboki oddech. Spojrzał w lustro, poprawił fryzurę, uśmiechnął się i  następnie ruszył w stronę pokoju, w którym siedzieli wszyscy koledzy. Przykucnął za nimi i patrzył niby na monitor, ale jednak co jakiś czas odwracał wzrok i uśmiechał się do ściany, o którą kilkanaście minut temu oparta byłą Veronica.
- Ej Patrick, możemy pogadać? - zapytał Chris
*cisza*
- Patrick! - krzyknął Chris uderzając zamyślonego kolegę w ramię.
- Co jest?! - odpowiedział Patrick marszcząc czoło
- Chodź na chwilę, mam pytanie.
- O co chodzi? - zapytał i spojrzał na Chrisa błyszczącymi oczami
- Coś ty taki śmiały był? Veronicę już o numer poprosiłeś?
- Koleś, ona gra w tę grę co ja i na dodatek jest obeznana w tych internetowych gwiazdkach, no i podziela moje zainteresowania. taka osoba to wiesz... raz na milion. - odrzekł Patrick
- No Kate? Dobrze, że już o niej nie gadasz...
- Kto? - zapytał
- Kate, no ta, która przespała się ostatnio z trzecioklasistą. - odpowiedział Chris
 Patrick tylko uniósł brwi i spojrzał zdziwiony na kolegę
- Kate! Chodzi ze mną do klasy! Podoba ci się przecież, emm... najwidoczniej podobała.
- Aaa, Kate... Zapomniałem o niej na chwilę... - powiedział Patrick
 Teraz to Chris uniósł wysoko brwi i spojrzał na Patricka z niedowierzaniem.
- Ej chłopaki, chodźcie no! Teraz się zacznie! - krzyknął Peter z pokoju obok chcąc zachęcić kolegów do obejrzenia kolejnej rozgrywki
- Już...już idziemy... - odrzekł Chris nadal z zadziwieniem patrząc na Patricka, który nadal miał wysoko uniesione brwi. 
Poczuli zdziwienie, niedowierzanie i coś jakby grozę.

sobota, 30 maja 2015

ROZDZIAŁ 3

Jeszcze tego samego wieczoru do Patricka zadzwonił telefon. Nie nastawiał się już, czy to będzie Kate, był zbyt zajęty grą. Odebrał go, nawet nie patrząc kto dzwoni
- Halo? Patrick? - usłyszał głos Chrisa z drugiej strony telefonu
- No tak, to ja. Co jest?
- Słuchaj, odkładaj grę, przyszedł Simon i są dziewczyny, zaraz lecimy na dwór, choć szybko!-namawiał kolega
-Zanim ogarnę włosy, skończę grać zejdzie się długo. Lećcie beze mnie. - odpowiedział Patrick
- Stary, chyba nie usłyszałeś - "SĄ DZIEWCZYNY", olej włosy i biegnij do mnie. Daleko nie masz, tylko przejść przez ulicę.
-W sumie co mi szkodzi, zaraz będę. - powiedział Patrick i odłożył telefon. Wyłączył komputer, nałożył kurtkę i wyszedł. Było jakoś około godziny 19, więc jeszcze nie tak późno. Wszedł na klatkę kolegi i szybko wszedł na trzecie piętro. Na górze stał Chris oparty o swoje drzwi, Simon trochę jakby speszony, a obok niego trzy dziewczyny. Wyglądem bardzo się od siebie różniły, ale wyglądały na niższe dziewczyny w ich wieku.
-Cześć, jestem Patrick. - przedstawił się, aby zapobiec nerwowej ciszy, która najprawdopodobniej miała zaraz nastąpić
-"Meg", "Octavia", "Veronica" - przedstawiły się po kolei.
Spojrzał na nie z uśmiechem, a po chwili przeniósł swój wzrok na chłopaków.
- To co? Idziemy po Micka? - zapytał Simon
- Tak, potem po Andrew, Andy'ego, Jake'a i całą resztę - odpowiedział Chris
- Znając życie, pewnie po drodze gdzieś spotkamy Petera - dodał ze śmiechem Patrick i wszyscy udali się na spotkanie z pozostałymi chłopakami. W ich grupie nigdy dotąd nie było dziewczyn, ale czuli, że to może być pozytywna zmiana, chociaż jeszcze ich nie znali.
 Po drodze zaszli po resztę i razem w około 13 osób udali się do domu Simona. Octavia była dobrą znajomą Simona, pomimo, że znali się zaledwie kilka dni, byli ze sobą bardzo blisko. Patrick podszedł do Chrisa, który zajął już miejsce przy komputerze Simona. Dziewczyny stały w holu, jakby speszone, ale nagle podszedł Mick i zawołał:
- Wejdźcie do pokoju! Czujcie się tu jak u siebie, mimo że to nie mój dom.
We trzy weszły do pokoju i usiadły na łóżku. Veronica wstała i rozejrzała się dookoła
- Fajne masz plakaty. - powiedziała do Simona stojącego obok.
- Dzięki - odpowiedział z uśmiechem - Wiesz co to za postać na nich?
- Asasyn z Assassin's Creed Black Flag, no raczej... - po tych słowach wszyscy oderwali się od tego co robili i spojrzeli na nią - No co? - zapytała
Patrick tylko uśmiechnął się, pokręcił głową i wrócił do oglądania rozgrywki Chrisa.
 Dziewczyny siedziały we trzy na łóżku, pokazując sobie na zmianę coś w telefonie i rozmawiając przy tym po cichu. Po jakimś czasie przyszedł do nich Peter, który do tego czasu siedział w drugim pokoju
- Co tam u was dziewczyny? - zapytał
Czas mijał bardzo szybko, było już około godziny 21 i dziewczyny postanowiły powoli zwijać się do domu. Wyszły na hol, a cała reszta za nimi, aby się pożegnać. Patrick cały czas miał w głowie tamtą sytuację z plakatami, w ogóle nie myślał o Kate. Nagle Veronica zatrzymała się przy tablicy korkowej obok lustra. Wisiała na niej kartka z hasłem i loginem do gry.
- Niezłe masz hasło - powiedziała ze śmiechem do Simona
- A to.. nie moje, to brata - próbował ratować się
- Grasz w to? - zapytał z niedowierzaniem Patrick
- Tak - odpowiedziała Veronica, a Patrick zrobił zaskoczoną minę - To źle? - zapytała
- Nie! Nie, ale wiesz, to nie jest jakaś popularna gra, więc zdziwiłem się, że ty w to grasz.. - odpowiedział
- Rozumiem - powiedziała z uśmiechem
Patrick poczuł, że to nie będzie nudna znajomość. Chciał kontynuować temat, zadawał pytania dotyczące ile czasu już gra, jej wyposażenia i całej reszty rzeczy związanych z grą.
- Dasz mi swój numer? Możemy kiedyś razem zagrać, czy coś. - zapytał Patrick z pewnością siebie, która zdziwiła nawet jego kolegów
 - Zapomniał o Kate? - szepnął Chris do Andy'ego
- Dobra. - odpowiedziała Veronica i podyktowała mu numer
Octavia i Meg zaczęły się już żegnać z Simonem i Peterem, w tym momencie Patrick przytulił Veronicę i pożegnał się z nią mówiąc "Do zobaczenia". Dziewczyny wyszły, drzwi od domu Simona zamknęły się. Wszyscy stali na holu, a Patrick tuż przed drzwiami
- Chyba się zakochałem...

czwartek, 21 maja 2015

ROZDZIAŁ 2

-Kate! Kate, zaczekaj! - krzyknęła Patty biegnąc szybko w stronę koleżanki
- O co chodzi? Spokojnie, zatrzymaj się i opowiedz co jest grane. - odpowiedziała Kate
- Słyszałam rozmowę chłopaków..
- Kogo? Których? Był tam Stephen? - zapytała z nadzieją
- Nie, Chrisa i Patricka.
- Aaa, no dobrze. A o czym rozmawiali?
- Rozmawiali o Tobie, Chris był najwidoczniej bardzo zdenerwowany, a Patrick jakiś taki trochę smutny. Mówili o tobie, coś w stylu "Wiedziałeś jaka jest", "Wiedziałeś, że tak będzie". Więcej nie usłyszałam...
- Podsłuchiwałaś ich? - przerwała Kate - To nie ładnie...ale dobrze wiedzieć. Tylko o co im chodzi? Co ja zrobiłam?
- Co ja, wróżka? Wiesz, że podobasz się Patrickowi, nie rozmawiałaś z nim albo coś? - zapytała Patty
- Nie, od chyba tygodnia nie zamieniłam z nim słowa. Miło, że mu się podobam, ale ja naprawdę czuję coś do Stephena... - odpowiedziała z zażenowaniem Kate
- Wieem, wiem, ale od tamtej akcji ze zdradą on nie chce z tobą rozmawiać -przypomniała Patty
- Ale ja go nie zdradziłam! Nawet nie byliśmy razem, ach te "przyjacielskie" stosunki. Całowaliśmy się, przytulaliśmy, ale nie byliśmy razem, a on mówi, że go zdradziłam? Eh..
 Po lekcjach dziewczyny wracały razem do domu, gdy usłyszały, że ktoś za nimi biegnie
- Halo, halo! Zaczekajcie. - krzyczał to Patrick biegnący z przodu, a za nimi niechętnie wlokła się reszta chłopaków z jego paczki
- Co im jest? Jacyś tacy zniechęceni do rozmowy z nami... - zapytała Patty
- Ja nie wiem, zapytaj ich - odpowiedział Patrick i podszedł do Kate
- Hej, An.. -zaczęła Patty, ale w tym momencie przerwał jej Andrew
- Czeeść Patty! Co tam miszczu? - tak Andrew ją nazywał
- Ej jesteście na nas źli czy coś? Bo Chris i Mick nie chcą z nami rozmawiać.
- Nie jesteśmy na ciebie źli, przynajmniej ja, ale jeśli chodzi o Kate to już inna sprawa, wiesz przecież co było w sobotę, na pewno ci opowiadała, przyjaźnicie się.
Patty obejrzała się za siebie, widziała Kate idącą powoli i obojętnie w stronę domu oraz Patricka, który za wszelką cenę starał się ją odprowadzić i spędzić z nią czas.
- Nie mówiła...oświeć mnie.
- O kurde, ale się nie wystrasz. Ludzie gadają, że podobno w sobotę, po tej imprezie w klubie przespała się z trzecioklasistą z naszego gimnazjum, ale nie wiem z którym. Chris mega się wkurzył, mega ją wyzywa, przez to, że podoba się Patrickowi, wie o tym, a odwala takie coś. I jeszcze Stephen... Ona jest jakaś dziwna... - opowiedział Andrew
Patty zabrakło słów. Nie wiedziała co ma mu na to odpowiedzieć. Myślała, że Kate by jej powiedziała o takim wydarzeniu, więc do końca nie chciała w to wierzyć.
-Ale to potwierdzona informacja? - wydusiła Patty
-Nie wiem, tak twierdzi wiele osób, ale ja im wierze. Bez urazy, ale no sama wiesz co kiedyś odwalała...-odpowiedział jej Andrew
-O co mam mieć urazę? To jej życie. Jest moją przyjaciółką, ale przecież nie będę jej mówić co ma robić, a czego nie. - po tych słowach oboje poszli za resztą grupy w stronę domów.

 Wieczorem Patrick siedział w domu, jak zawsze bardzo zafascynowany nową grą. Usłyszał pukanie , wstał z krzesła i poszedł w stronę drzwi w myślach powtarzając sobie "Oby to była Kate..." Niestety lub na szczęście za drzwiami stał Chris.
- No nareszcie, ile można czekać? Stary, pukam i pukam, a ty nic, telefonu też nie odbierasz. Jest ktoś u ciebie? Nie? O jak miło, wejdę do środka. - oznajmił Chris zanim Patrick zdążył cokolwiek wykrztusić
- Wejdź...- powiedział, gdy jego kolega wygodnie rozkładał się na łóżku w pokoju. - No więc jaki jest powód twojego przybycia?
-Musimy pogadać o Kate, sam dobrze wiesz co się stało. Wyłóżmy kawę na ławę; podoba ci się już długi czas, biegniesz do niej na każde wezwanie, a ona najwidoczniej nie odwzajemnia tego uczucia. Mówi, że czuje coś do Stephena, a śpi z jakimś gościem po imprezie. Czy to jest według ciebie w porządku? - zapytał Chris
- Przyszedłeś tu tylko po to, żeby mi to wszystko wypominać?
- Nie, ale Patrick, ja wiem jak ty to odbierasz i że cię boli ta cała sytuacja z Kate, ale może odpuścisz sobie tę su...to znaczy ją.
- Stary, obiecuję, że to przemyślę na spokojnie, ale teraz muszę skończyć grać. Sam wiesz, poziom sam się nie wbije - odpowiedział mu Patrick
- No spoko, ja już będę leciał, do zobaczenia. Przemyśl to! - powiedział Chris i wyszedł
- Takiej dziwnej wizyty to ja jeszcze nie miałem...-powiedział Patrick i wrócił do gry.

środa, 20 maja 2015

ROZDZIAŁ 1

   To było te same miasto co zawsze. Stare, dobre Los Angeles. Ah, życie w L.A. było z pozoru cudowne. Tak szczerze, to nie różniło się specjalnie od życia w jakimkolwiek innym mieście. Różnice, jakie widzieli ludzie, to jedynie większa powierzchnia, więcej budynków i nie zliczona ilość sklepów. To ostatnie sprawiało, że Kate uwielbiała tu mieszkać. Była ona piętnastolatką,a  jej rodzice mieli dobrze płatne prace. Według opisu wielu ludzi, można ją albo kochać, albo nienawidzić. Miała dość dziwny charakter, ale poza tym nie wiele różniła się od innych mieszkańców Californi.
   Chodziła do drugiej klasy gimnazjum i miała jedną najlepszą przyjaciółkę Patty. Różnił je wygląd, ale charakter i zainteresowania miały podobne. Rodzice Patty również byli dobrze sytuowani jeśli chodzi o pracę. Kate miała młodszego brata, ale każdy mówił,ze traktują ją jakby była jedynaczką.
   Pewnego dnia Kate poszła do szkoły, zapowiadało się normalnie. Weszła razem z Patty i szły przez długi korytarz, wszyscy się na nią patrzyli z ogromnym zdziwieniem i podziwem jednocześnie.
- O co chodzi? - zapytała Patty
 - Nie mam pojęcia, chodzi o moje nowe buty? Zwykłe czerwone baletki... - odpowiedziała Kate
Wtedy zobaczyła, że obok idzie Chris, podbiegła do niego. On z kamienną twarzą i wzrokiem zapatrzonym w dal. Sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie chciał z nimi rozmawiać.
- Ej, wiesz może o co chodzi? Wszyscy się tak jakoś patrzą na nas.
 - Sama sobie odpowiedz - rzucił Chris od niechcenia i odszedł trącąc ją ramieniem
Kate i Patty spojrzały po sobie, wzruszyły ramionami i poszły dalej w stronę klasy do matematyki. Stała tam reszta jej kolegów. Delikatnie zastukała Micka w ramię, był to średniego wzrostu chłopak o ciemnych oczach skrytych za okularami i czarnych włosach. Zadała mu te same pytanie co Chrisowi.
- Ja nic nie wiem, nie wiem, ja nie wiem. Nie ingeruję.
Kate zdziwiona, ale i rozczarowana wzięła Patty pod rękę i ruszyły pod salę.
 Całą lekcję Kate siedziała rozkojarzona, ta cała sytuacja nie pozwalała jej się skoncentrować. Patty wręcz przeciwnie, włożyła słuchawki do uszy i pochłonęła się robieniem zadań z matematyki. Chris przez całą lekcję patrzył na Kate wkurzonym wzrokiem i kręcił głową. Nie tylko on. Patrick również, był to wysoki, przystojny chłopak, któremu od dłuższego czasu podobała się Kate. Siedział w ostatniej ławce przy oknie i wpatrywał się w Chrisa na drugim końcu sali, on rzucił mu spojrzenie w stylu "A nie mówiłem?", Patrick tylko wzruszył ramionami.
 Zadzwonił dzwonek, wszyscy oprócz Patty wyszli z klasy, szybko się otrząsnęła i wybiegła przed zamknięciem. Podeszła do swojej szafki i usłyszała jakieś szepty zza rogu, wychyliła się delikatnie i zobaczyła zdenerwowanego Chrisa i Patricka z wyrazem rozczarowania
- Stary, mówiłem ci jak to będzie, wiesz dobrze jaka ona jest. To było widać! Musiało do tego dojść!-mówił, a właściwie krzyczał Chris
- Nie, ale ja...Ehh, straciłem na nią tyle czasu! - odpowiedział Patrick
- No ja rozumiem, ale ej - na nią już nie marnuj ani sekundy. Głupia paniusia z bogatymi rodzicami, ta Kate myśli, że może wszystko!
 Po tych słowach Patty wiedziała już co jest grane, a przynajmniej w teorii.
- Aaa, i wszystko jasne - szepnęła - Kate coś zrobiła...ale o które "coś" chodzi?
Szybko zamknęła szafkę i pobiegła znaleźć Kate.